wtorek, 18 lutego 2014

Bezinteresowana życzliwość

W zeszłym tygodniu wracałem od klienta. Sprawa dość mocno mnie przybiła, po ponad 5 latach w zawodzie nie nauczyłem się znieczulicy i już mi się to raczej nie uda. Wszystko co usłyszałem na spotkaniu cały czas tkwiło mi w głowie, rozmyślałem, analizowałem. Bardzo bym chciał zająć się tym tematem, bo wiem, że sobie z nim poradzę i jestem obecnie najlepszą opcją. Także mieszały się rozmyślenia na temat moich szans, ale również na temat sytuacji klienta. Gdy zjeżdżałem z autostrady A4 i przyszło do płacenia, pojawił się w okienku około 50 letni uśmiechnięty mężczyzna, który był wyraźnie zadowolony ze swojego życia, biła od niego niesamowita życzliwość, a pan miał wyraźnie ochotę na dłuższą rozmowę. Mimo, że możemy się już nigdy nie spotkać, że nie miał do mnie żadnego interesu zachował się wręcz "dziwnie" jak na obywatela Polski. Chciał rozmawiać o mojej pracy, później rozmawialiśmy o moim Saabie, opowiadał mi jak to wznowili teraz jego produkcję. Rozmawialiśmy chyba z 5 minut, mimo, że pędziłem do domu to miałem ochotę z nim chwilę porozmawiać, a rozmowę przerwał samochód, który czekał w kolejce do opłacenia przejazdu. Pan pożyczył szerokiej drogi i dobrej nocy. Miałem tego dnia kontrast człowieka przygniecionego przez los, oraz człowieka, który cieszy się życiem, kto wie co się wydarzyło u tego drugiego, może to był pierwszy dzień w pracy, może został dziadkiem, a może taką postawę przyjmuje każdego dnia... ?

wtorek, 11 czerwca 2013

Proste, a niepojęte - o wszystkim i o niczym

Poprzedni właściciel mojego domu zgubił pilot do bramy garażowej, obiecał, że mi go dośle, w tym czasie postawiłem ogrodzenie, do bramy przesuwnej zakupiłem również silnik, który miał mi zamontować człowiek, który montował ogrodzenie. W efekcie pilot do bramy garażowej nie został dosłany, a silnik niezamontowany do bramy przesuwnej przez... ponad 2 lata. Samochód do garażu chowałem tylko zimą, a cały proces musiał komicznie wyglądać. Najpierw ręcznie otwierałem pierwszą bramę, potem drugą, następnie wyjeżdżałem samochodem, zamykałem ręcznie pierwszą bramę, wychodziłem przez drzwi i zamykałem drugą bramę. W końcu kupiłem nowy samochód, stwierdziłem, że trzeba go trzymać w garażu, wydatek w końcu był niemały. Zamówiłem pilot na allegro za 100zł zaprogramowałem go w 20 sekund, umówiłem się z kolegą elektrykiem, który za przysłowiową flaszkę pomógł mi zamontować silnik, całe przedsięwzięcie uruchomienia dwóch bram na pilota kosztowało... 150zł i 1,5 godz. czasu, a jakże ułatwiło życie. Potem długo zastanawiałem się dlaczego tyle czekałem, czym było to spowodowane i tak naprawdę nie wiem, na pewno nie brakiem czasu, tym bardziej nie brakiem funduszów. Czy naprawdę musi się dopiero coś w życiu wydarzyć, by pomyśleć o istotnych usprawnieniach ułatwiających życie? Po prostu wszystko odkładamy na bok, lub czekamy do jakiś magicznych przedziałów czasowych. Np. zmienię pracę po nowym roku, będę się odchudzał na wiosnę, a dlaczego nie postanowić coś dzisiaj i od razu to robić? Czas płynie bardzo szybko. Widzą to zwłaszcza osoby, które mają dzieci, mój starszy syn od września idzie do szkoły, a dopiero co kołysałem go na rękach do snu, mały niedawno skończył roczek, wczoraj stawiał swoje pierwsze kroki, natomiast ja pamiętam jak stawiałem swoje pierwsze kroki w biznesie. Moja słynna tablica korkowa: na niej wymarzony dom, wymarzony samochód, wymarzona wycieczka i rachunek z wymarzoną wystawioną kwotą, gdy odkopałem tablicę po kilku latach to mocno się zdziwiłem, że wymarzoną kwotę przebiłem dwukrotnie, więc czas na nowe cele... nową tablicę, najgorsza jest stagnacja i brak ciągle nowych celów.

środa, 19 grudnia 2012

Hipokryzja Towarzystw Ubezpieczeniowych

„ Z analizy przedstawionego do aktu sprawy opisu relacji w rodzinie wynika iż łączyła Panią z bratem serdeczna i głęboka więź rodzinna. Obecne poczucie pustki, brak radości, żal i tęsknota oraz zachowania takie jak płacz, częste wizyty na cmentarzu, czy dostrzeganie zmarłego stanowią normalny stan emocjonalny będący konsekwencją utraty osoby najbliższej. Ten stan emocjonalny świadczy o przeżywaniu procesu żałoby(w fazie dezorganizacji).
XXX SA nie kwestionuje cierpień Pani związanych ze śmiercią brata, nie mniej jednak założyła Pani własną rodzinę, naturalnym jest zatem, że osoba posiadająca własną rodzinę w coraz mniejszym stopniu koncentruje się na więziach z rodzicami i rodzeństwem(WTF!), większą część swojej aktywności życiowej – działań i emocji – skupiając na małżonku i własnym potomstwie.
Nie bez znaczenia jest również fakt, że może Pani nadal liczyć na wsparcie ze strony rodziców, męża i licznego rodzeństwa.
Mając na uwadze powyższe, zadośćuczynienie po śmierci brata nie może zostać przyznane


Pani Małgorzacie z towarzystwa ubezpieczeniowego życzę wesołych Świąt, w poczuciu spełnienia zawodowego oraz Pulicera za piękny list, premii nie życzę bo na pewno na nią już zapracowała.

Dojrzałość biznesowa uczy, by nie utożsamiać się ze swoimi klientami, ich problemami. Jednak spotkanie z takimi rodzinami na zawsze pozostaje w pamięci, wspólne oglądanie zdjęć rodzinnych i komunikat: „teraz pan wie o co pan walczy dla naszej rodziny” . Naturalnie ta historia znajdzie swój finał w sądzie, nie nazwę tego Happy Endem. Kto chciałby przed Świętami otrzymać taki list, kim trzeba być wy wysłać taki list? Zrobiła to firma, która przegrała z nami wszystkie kilkaset spraw na wokandzie sądowej – czy na tym polega ich dbanie o własny budżet i ekonomię firmy? W chwili obecnej w kancelarii prowadzimy 30% postępowań sądowych z tytułu obowiązkowej polisy OC pojazdów mechanicznych, współczynnik ten rośnie – ponieważ kiedyś to było opcją, dziś jest koniecznością… .Towarzystwa ubezpieczeniowe są książkowym przykładem hipokryzji i braku empatii i wiecie co... można z tym walczyć, należy z tym walczyć.

środa, 28 listopada 2012

Innowacyjność czy sprawdzony biznes?

Co chwilę jesteśmy bombardowani informacjami o dochodowości innowacyjnych biznesów. Rozbudza to wyobraźnię przede wszystkim u młodych ludzi, którym zaimponowały sukcesy twórców takich portali jak Facebook czy też nasza rodzima Nasza-Klasa. W połączeniu ze statystyką, która mówi o coraz większym udziale branży IT w budżecie oraz wydatkach na reklamę w Internecie – każdy zapragnął być drugim Markiem Zuckerbergiem... .
Sam w roku 2008 chciałem podążać tą drogą, najpierw inwestując w sektor IT na Giełdzie Papierów Wartościowych, to było za mało… oprócz bycia akcjonariuszem chciałem być współwłaścicielem i zostałem nim nabywając drogą zakupu 40% udziałów w portalu O!Polskie Ratownictwo – www.ratownictwo.opole.pl. Przy moich intensywnych działaniach portal już w 2009 roku zaczął osiągać ponad 300 tys. wyświetleń w miesiącu – wynik, o którym większość portali może zapomnieć – jednak okazało się, że spieniężenie tych jakże dobrych statystyk nie jest łatwe, a inwestycja zamieniła się w hobby. Nie można nazwać tego porażką, bardziej doświadczeniem z przymusu. Wtedy powstał dylemat czy nadal być twórcą innowacyjności liczącym na szczęście, czy postawić na sprawdzony sektor biznesowy taki jak: finanse, bankowość, telekomunikacja, ubezpieczenia, czy też odszkodowania? Były głosy – Człowieku nie pchaj się, wiesz ile jest konkurencji. Teraz kwestia interpretacji i oszacowanie wiary w samego siebie. Człowiek słaby powie - Tyle konkurencji, nie ma szans , natomiast człowiek ambitny i wierzący w siebie mówi – Świetnie skoro jest tyle konkurencji to branża musi być dochodowa – „roztwór” nadal nienasycony skoro tylu nowych ludzi próbuje swoich sił w tym sektorze.
Jeśli już na jednej ulicy jest pięć zakładów fryzjerskich tudzież samochodowych, to czy jest miejsce na szósty? Jeśli mój zakład będzie tak dobry jak pozostałe to pewnie tak, a jeśli będzie lepszy, to znaczy będzie miał lepszy sprzęt, lepszych fachowców oraz konkurencyjne ceny? Po co szukać innowacyjności jak można skorzystać ze sprawdzonych sektorów - wejść w branżę, która jest dochodowa, a jedynym warunkiem jest być tak samo dobrym jak większość lub po prostu lepszym!
Dlaczego wybrałem odszkodowania? Pozostałe sektory również są dobre i pełne możliwości, ale różnią się od odszkodowań tym, że w tamtych sektorach musimy przekonać klienta, że dany produkt jest mu potrzebny, w momencie kiedy faktycznie on sam nie widzi takiej potrzeby, natomiast jeśli chodzi o odszkodowanie to pomoc prawna jest wskazana i wręcz oczekiwana. Oferujemy usługę, która jest w tym momencie naszemu klientowi w związku z zaistniałą sytuacją potrzebna. A konkurencja? Tam gdzie pieniądze tam konkurencja… .
W 2011 roku w Polsce doszło do 40 065 wypadków drogowych, w których 4 189 osób zginęło, a 49 501 zostało rannych. Policji zgłoszono 366 520 kolizji(!!!). A wypadki w pracy, wypadki w rolnictwie, poślizgnięcia na oblodzonych chodnikach itp.?
Kilkanaście tysięcy potencjalnych klientów miesięcznie, kilka tysięcy potencjalnych konkurentów. Warunek – być tak samo dobrym lub lepszym.
Biorąc pod uwagę wszystkie wymienione przeze mnie sektory to dokonałem analizy w trzech prostych punktach:
a. potrzeba usługi na rynku,
b. oczekiwanie usługi przez klienta,
c. wynagrodzenie ze statystycznego klienta.
O ile a i b zostało omówione to bardzo istotny jest punkt c – w każdej z wymienionych sektorów czas na obsługę klienta przez przedstawiciela jest porównywalny, tylko w branży odszkodowawczej wynagrodzenie ze statystycznego klienta daje już kwotę czterocyfrową. Dlatego ze względów zarówno ideologicznych i finansowych właśnie ta branża została wybrana przeze mnie.
Zatem czy innowacyjność czy sprawdzony sektor biznesowy? Pierwsza opcja jest dla marzycieli i szczęściarzy oraz jednostek wybitnych(czyli marzyciel i szczęściarz w jednym), druga opcja dla realistów i specjalistów. Zatem robię to co większość, ale zarabiam, bo robię wszystko by być lepszym od większości.

A jakie jest Twoje zdanie? Proszę o argumentację w komentarzach.

piątek, 23 listopada 2012

NOWA TRYBUNA OPOLSKA 22.11.2012 i starsze

Do tej pory napisałem ponad 100 artykułów w tematyce odszkodowań. Nie ma sensu wklejać wszystkich. Pierwszy jest z 22.11.2012. Pozostałe są z okresu ponad 2 lat(miałem ich skany akurat na dysku)











piątek, 16 listopada 2012

Patrzymy... nie widzimy, słuchamy... nie słyszymy.

Co jest tego przyczyną? Przyczyną tego, że przestaliśmy zwracać uwagę na otaczające piękno, na piękno, które chociaż przez chwilę może dać nam odrobinę szczęścia, wytchnienia, spowodować krótką refleksję nad sensem codzienności. Często za to co nam przychodzi bez problemu, za darmo inni ludzie płacą zdrowiem oraz oszczędnościami życia. Są ludzie, którzy usuwają ciąże, a nawet tacy, którzy oddają lub mordują już narodzone dzieci. Inne pary latami  starają się o upragnione dziecko wydając na to fortunę, przykładów można podać mnóstwo.

12 stycznia 2007 roku, Waszyngton, stacja metro. Jakiś grajek przez 43 minuty "rzępoli" na skrzypcach. Podczas gdy wygrywa 6 utworów Bacha przez stację przechodzi około tysiąca osób. Kto zwrócił uwagę na skrzypka?

3 minuta
Mężczyzna w średnim wieku zauważył grającego muzyka. Zwolnił nieco kroku, zatrzymał się na kilka chwil, ale po chwili pospieszył w stronę metra.
4 minuta
Skrzypek otrzymał pierwszego dolara: kobieta wrzuciła banknot do jego futerału na skrzypce nie zatrzymując się nawet.
6 minuta
Młody mężczyzna oparł się o ścianę, by posłuchać muzyka. Po chwili spojrzał na zegarek i ruszył w swoją stronę. 14 minuta
3-letni chłopczyk zatrzymał się, ale jego matka szybko go odciągnęła od muzyka. Dziecko zatrzymało się ponownie, ale tym razem matka zareagowała nieco ostrzej i zmusiła dziecko do odejścia. Chłopczyk z zaciekawieniem jeszcze kilkukrotnie odwracał głowę, ale nie miał szansy przystanąć. W taki sam sposób zareagowało jeszcze kilkoro malców, ale ich matki nie pozwoliły im zatrzymać się na dłużej.
43 minuta
Skrzypek ciągle grał. Tylko 6 osób zatrzymało się na krótką chwilę, by posłuchać. 27 przechodniów wrzuciło banknot bądź monetę do futerału, nawet nie zatrzymując się i nie podnosząc na niego wzroku. Jedna osoba, Stacy Furukawa, rozpoznała artystę. Mężczyzna zebrał w sumie 32 dolary i 17 centów.

Skrzypek skończył grać, w milczeniu schował swój instrument do futerału i odszedł... Nikt nie zauważył jego odejścia, nikomu nie brakowało jego muzyki...

Tym "grajkiem" był Joshua Bell, jeden z największych i najbardziej utalentowanych skrzypków na świecie. Grał on jedne z najbardziej trudnych i wyrafinowanych utworów, jakie kiedykolwiek zostały skomponowane. Wykonywał je na skrzypcach wartych 3,5 miliona dolarów, zrobionych ręcznie przez Antonia Stradivariego w 1713 roku. Dwa dni wcześniej bilety na koncert Bella w Bostonie zostały całkowicie wyprzedane na długo przed występem, a ich średnia cena wynosiła 100 dolarów.

Artykuł opisujący eksperyment http://www.washingtonpost.com/wp-dyn/content/article/2007/04/04/AR2007040401721.html 

Wnioski? niech każdy ma swoje...